R E K L A M A
Z Norbertem Raschem - przewodniczącym Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim.
- Wydaje się pan być człowiekiem pogodnym i zadowolonym z życia, a to wśród polityków rzadkość. Politycy, których obserwuję - również ci opolscy - to, mówiąc językiem młodzieżowym, „smutasy". Czemu zawdzięcza pan tę pogodę ducha?
- Myślę, że to wynik wychowania mnie przez rodziców, którzy wszczepili mi przekonanie, że z małych rzeczy też można być zadowolonym, że można cieszyć się z niewielu pieniędzy, czy z niewielkiego podarunku... Poza tym mam wielką wiarę w ludzi, pewnie dlatego jeden z dziennikarzy stwierdził, że jestem politycznie naiwny. Ale ja uważam, że również w polityce trzeba być pozytywnie naiwnym, wyrachowanie i kalkulacja zabiją radość i zadowolenie. Myślę też, że źródło tej radości życia to wynik tego, że jestem człowiekiem wierzącym.
- Stereotyp Ślązaka jest taki: pokorny, pracowity i wykorzystywany przez kolejne władze, najpierw niemieckie, potem polskie. Kazimierz Kutz powiedział nawet, że Śląsk jest „dupowaty". Zgadza się pan z taką charakterystyką?
- Nie. Przecież patrząc historycznie było mnóstwo Ślązaków wykształconych, dobrze zorientowanych politycznie i bywałych w świecie. Jednak ci, którzy pozostali tu po II wojnie światowej, to byli w większości ludzie, którzy pracowali na roli lub w fabrykach i to głównie oni mocno podporządkowywali się swoim pracodawcom i władzom. Jest w śląskości taka cecha, którą nazwałbym ustępliwością, ale to nie jest dupowatość. Ustępliwość wypływa z wiary. Ślązak jak nie trzeba woli ustąpić, aby nie powodować niepotrzebnych konfliktów, ale to też się zmienia.
Przeczytaj więcej w najnowszym wydaniu "Tygodnika Krapkowickiego"
© 2011 Tygodnik Krapkowicki
Kopiowanie bez zgody Wydawcy jakichkolwiek materiałów zawartych na stronie zabronione.
Projekt i wykonanie strony & CMS
Agencja Reklamowa iD7