R E K L A M A
Ksiądz Christoph Matyssek przyjął 25 czerwca tego roku w Rzymie święcenia kapłańskie Bractwa Karola Boromeusza. Studiował historię, politologię oraz islamistykę. Jego matka jest z pochodzenia Szwajcarką, natomiast ojciec urodził się w Malni. - Krzysztof zawsze był związany z tymi ziemiami, bo ciocia bardzo pielęgnowała tradycje śląskie i szwajcarskie. Jako dzieci czasem przyjeżdżali tutaj na wakacje - mówi Manfred Kolenda, kuzyn ks. Matysska. Świeżo wyświęcony kapłan w sierpniu obejmie parafię niedaleko Ramallah w Palestynie. - Jak odkrył ksiądz powołanie do kapłaństwa? - Dlatego studiował ksiądz w Rzymie? - Wybór kierunków studiów pewnie też nie był przypadkowy? - Już w sierpniu obejmie ksiądz parafię w Ziemi Świętej. - Co będzie należało do księdza zadań? - Jakie mogą wystąpić trudności w czasie księdza posługi w tak dalekim kraju? - Osobiście przeżyłam taką kontrolę przekraczając mur dzielący Jerozolimę i Betlejem, ale z pewnością inaczej traktuje się turystów niż rodzimych mieszkańców. - Powracając do księdza korzeni, gdzie czuje się ksiądz jak w domu? - Co w Polsce podoba się księdzu najbardziej? Dominika Bassek
- Długo to trwało, zanim zostałem księdzem. Dosyć późno poszedłem do seminarium w Rzymie, bo w wieku 28 lat. Wszystko zaczęło się od przyjaźni z włoskim księdzem, którego poznałem w Niemczech. Kiedy poznałem go i jego przyjaciół, od razu wiedziałem gdzie jest moje miejsce, gdzie przynależę. Ksiądz ten należy do bractwa Karola Boromeusza, które powstało w 1985 roku z ruchu katolickiego „Comunione e Liberazione" („Komunia i Wyzwolenie"), założonego w 1954 roku przez kapłana Luigi Giussani we Włoszech. Zajmujemy się głównie działalnością misyjną.
- W Rzymie znajduje się siedziba naszego ruchu. Wszyscy, przynajmniej ci z Europy, udają się na studia do tamtejszego seminarium.
- To akurat było moje stare zamiłowanie, zanim postanowiłem pójść do seminarium. W czasach szkolnych miała miejsce wymiana uczniów z Izraela i w taki oto sposób po raz pierwszy pojechałem do Izraela i Egiptu. Po maturze znów się tam udałem i pomyślałem: „No dobrze, skoro tam jeżdżę, to przydałoby nauczyć się języka" i tak się zaczęło. Sympatia i zainteresowanie Orientem jest jeszcze starsze, kiedy z ojcem jako małe dziecko w niedziele przeglądaliśmy atlasy biblijne. Te wszystkie starożytne nazwy czy historie ze Starego Testamentu wywarły na mnie duże wrażenie.
- Mogę tam pojechać, ponieważ mam mocne korzenie rodzinne i zostałem tam posłany przez moją wspólnotę. Jadę tam by służyć temu, który powołał mnie do nowego życia, mianowicie Chrystusowi. Byłem tam już w sumie dwa lata, również w parafii w Jordanii. Dla mnie jest to najpiękniejsze miejsce, jakie Pan Bóg mógł mi wybrać. Kiedy moja babcia zapytała mnie, gdzie chciałbym pójść, powiedziałem, że właśnie tam. Kiedy wstępowałem do seminarium nasza wspólnota nie była jeszcze obecna na tym terenie. Jest nas w sumie 107 kapłanów, którzy reprezentują nasze zgrupowanie w około 20 krajach, dlatego jedziemy do Ziemi Świętej, aby zbudować naszą obecność na tym obszarze. Zaprosił nas patriarcha Jerozolimy Fuad Twal, który znał nas jeszcze z czasów seminarium i chciał abyśmy przyjechali. Wiadomo, na początku musimy nauczyć się języka, tradycji, tak aby przybliżyć się do ludzi.
- Oprócz typowych zajęć w parafii, będę też duchowym wsparciem dla arabskich jak i zagranicznych studentów tamtejszego uniwersytetu, ponieważ na razie takiej osoby nie ma.
- Muszę podszkolić język arabski, bo nie jest on jeszcze perfekcyjny. Znajomość języka arabskiego przez cudzoziemca daje mu bardzo wysoki status społeczny. Społeczeństwo jest tam bardzo konserwatywne i tradycyjne, chrześcijanie w całym kraju to jedynie 2%, gdyż większość to oczywiście muzułmanie i Żydzi. Od tego jak dobrze będziemy naszą parafię reprezentować zależy akceptacja przez innych, ponieważ jak już wspomniałem społeczeństwo jest inne niż w Niemczech czy Polsce. Świadome swojej tradycji i odrębności kulturowej, ale też bardzo rodzinne. Życie prowadzone jest właśnie najpierw w rodzinach, dopiero później między rodziną i parafią. I stworzenie dobrej łączności jest dla nas wyzwaniem. Pod względem politycznym, niestety nie ma w Ziemi Świętej pokoju, choć w tym momencie sytuacja jest spokojna. Ramallah, jako stolica Palestyny jest dość dobrze prosperującym miastem, dużo się teraz buduje, czuć tam życie. Jednak, patrząc na cały kraj, sytuacja jest trudna, chociażby ze względu na mury odgradzające osiedla, czy blokady ulic.
- Dokładnie. Chrześcijanie na przykład mogą wjechać do Jerozolimy tylko jeśli mają tam pracę lub w czasie świąt, jeśli złożą wniosek o pozwolenie.
- Urodziłem się w Niemczech, ale moja mama pochodzi ze Szwajcarii, a ojciec jest Ślązakiem. Oczywiście to w Niemczech mam przyjaciół, znajomych, jednak chyba bardziej czuję się związany ze Śląskiem i Szwajcarią, ponieważ to stąd pochodzą moje duchowe korzenie, moi rodzice, którzy na co dzień pokazywali i przekazali mi tą żywą wiarę.
- Kluski i pieczeń z gęsi. Spotkania z ludźmi, na przykład w trakcie uroczystości prymicyjnych i to, że wszyscy są razem, chcą przebywać razem, bo gdzieś tam wcześniej się znali.
© 2011 Tygodnik Krapkowicki
Kopiowanie bez zgody Wydawcy jakichkolwiek materiałów zawartych na stronie zabronione.
Projekt i wykonanie strony & CMS
Agencja Reklamowa iD7